piątek, 27 grudnia 2013
Dziewiąty
Po przemowie tejże płomiennej wydobył nie wiedzieć skąd nowszy model takiego samiuteńkiego smartfona, któregom ja zakupił po gorącym zachwalaniu przez wcale przyjemną dla oczu ekspedientkę jako ABSOLUTNĄ NOWOŚĆ WOW HAJLAJF TAK BARDZO.
Zza moich pleców dobiegł mnie cichy głos lisa: "Ring-ding-ding-ding-dingeringeding!".
Doświadczyłem załamania ostatecznego, jakże bowiem miałem konkurować z technologią o wersji 0.01 wyższej od tej, którą dysponowałem?
poniedziałek, 7 października 2013
Ósmy
Biegiem nie zwieję, jestem zziajany, plus krąg oprawców się zacieśniał. Do lotu się nie wzbiję, bo o ile obiad mi się rozmikrosubstancjalizował, to wróbelki-elemelki i gołębie-srołębie mnie zadziobią. Ach, smartfoniku! Całkiem niechcący ściągnąłem onegdaj apkę "gaz pieprzowy pro", od niechcenia, a tu teraz moze okazać się zbawieniem! Urządzenie poprzez naprzemienne wysyłanie promieniowania podczerwonego i bluetooth, generuje drażniące cząsteczki, które uzyskując akcelerację dzięki wyładowaniom fotonowym w wyświetlaczu, skutecznie powalają ofiarę. Jeśli połączyć to z odpowiednią konfiguracją wi-fi, wyjdzie z tego niezły granat. Przełaczyłem się na broń z "kardio omega v-meter extreme", gotów do walki.
piątek, 28 czerwca 2013
Siódmy
Biegłem sobie i biegłem, podziwiając w myślach szczupłość moich nóg, podkreśloną wydatnie obcisłym materiałem legginsów (no homo) i pozwalałem myślom błądzić, a posiłkowi w żołądku zmieniać się w mikrosubstancje odżywcze.
Wyłączywszy myśli i uruchomiwszy trawienie, biegłem radośnie, a drzewa śpiewały o maturze i świeżo rozwiązanej aferze Kulczyklandu.
Nagle park pociemniał, natura zafalowała, a ja nie wiedzieć jakim cudem zostałem otoczony. Wiewiórki, gołębie, wróble, sroki, nawet ze dwa lisy dostrzegłem i pawia.
Głupi jesteś niezwykle, pomyślałem sobie. Pewnie przyszli po swoich przyjaciół.
sobota, 22 czerwca 2013
Szósty
Najpierw zaparzyłem herbaty na złagodzenie posiłku i odbudowanie harmonii. Xi Hu Lung Ching - moja ulubiona, westchnąłem ze spokojem mocząc dzióbek w czarce.
Po relaksie uwiązałem opaskę na łebku i wciągnąłem na siebie legginsy do joggingu. Nic mnie nie powstrzyma, kontrola nad życiem jest moja własna, jestem szczęśliwym bocianem!
Kłapiąc w głowie motta bociana sukcesu, wykonywałem rundkę po okolicznych alejach.
wtorek, 18 czerwca 2013
Piąty
Niemożliwe, pomyślałem.
No po prostu do bocianiej ladacznicy no nie.
Żaba w moim przełyku radośnie zaświergotała swoje trele, a sroka szczekała za mną jak pies myśliwski polujący na łanię.
No po prostu nie wytrzymam.
Obróciłem się, poczekałem, aż ta okropna sroczyca podleci bliżej, a gdy przysiadła na gałązce nieopodal przez chwilę pozwoliłem jej jeszcze przez chwilę się śmiać, a potem...
A potem sroka dołączyła do żaby i wszystko umilkło.
piątek, 14 czerwca 2013
Czwarty
wtorek, 11 czerwca 2013
Trzeci
"Całkiem zgrabnie poradziłeś sobie z wiewiórką. Ciekawe co byś zrobił, gdyby nagle jakiś gabarytowy zwierz zastąpił ci drogę, powiedzmy... dzik?".
Kłapnąłem tylko dziobem i chodu, jak najdalej od tej piekielnicy.
piątek, 7 czerwca 2013
Drugi
Byłem pierwszym bocianem, jakiego widziałem w tym roku - moja dziobata gęba odbiła się w kałuży przed domem, gdy wychlilem szyjsko za krawędź dachu. Ciekawe... jest na to zabobon? Postanawiając rzecz sprawdzić (cel życiowy: inserted), rozpostarłem na próbę skrzydła. Chyba działają. No to siup! I nad las, ponad lasem!
Ała, wiewiór!
wtorek, 4 czerwca 2013
Pierwszy
"Człowieku, zajmij się swoim życiem. Umyka ci przez palce".
Zamknąłem okno, ale mimo do mych uszu dosięgnął głośny, szczekający śmiech sroki. Wyszedłem na dach i przybrałem postać bociana.