Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

Dziewiąty

Pieprzony paw dostrzegł od razu, jak moje paluszki-pióreczka śmigają z prędkością światła po wyświetlaczu smartfona, stanął więc przede mną bezpośrednio oraz bezczelnie i rozczapierzywszy swoje zadnie upierzenie rzekł te słowa: "Ty ośle bociani! Ty łazęgo fruwająca! Myślisz, że nas tu wycackasz technologicznie? Chybaś poszedł po rozum do krowy!".
Po przemowie tejże płomiennej wydobył nie wiedzieć skąd nowszy model takiego samiuteńkiego smartfona, któregom ja zakupił po gorącym zachwalaniu przez wcale przyjemną dla oczu ekspedientkę jako ABSOLUTNĄ NOWOŚĆ WOW HAJLAJF TAK BARDZO.
Zza moich pleców dobiegł mnie cichy głos lisa: "Ring-ding-ding-ding-dingeringeding!".
Doświadczyłem załamania ostatecznego, jakże bowiem miałem konkurować z technologią o wersji 0.01 wyższej od tej, którą dysponowałem?

piątek, 28 czerwca 2013

Siódmy

Właściwie w kuprze miałem to, czy ludzie mnie widzą jako samca ich gatunku, czy jako bociana.
Biegłem sobie i biegłem, podziwiając w myślach szczupłość moich nóg, podkreśloną wydatnie obcisłym materiałem legginsów (no homo) i pozwalałem myślom błądzić, a posiłkowi w żołądku zmieniać się w mikrosubstancje odżywcze.
Wyłączywszy myśli i uruchomiwszy trawienie, biegłem radośnie, a drzewa śpiewały o maturze i świeżo rozwiązanej aferze Kulczyklandu.
Nagle park pociemniał, natura zafalowała, a ja nie wiedzieć jakim cudem zostałem otoczony. Wiewiórki, gołębie, wróble, sroki, nawet ze dwa lisy dostrzegłem i pawia.
Głupi jesteś niezwykle, pomyślałem sobie. Pewnie przyszli po swoich przyjaciół.

wtorek, 18 czerwca 2013

Piąty

Zadowolony podniosłem się z błotnego cierpienia i już, już miałem znowu radośnie polecieć, kiedy z mojego gardła dobiegło głośne i wyraźne rechotanie.
Niemożliwe, pomyślałem.
No po prostu do bocianiej ladacznicy no nie.
Żaba w moim przełyku radośnie zaświergotała swoje trele, a sroka szczekała za mną jak pies myśliwski polujący na łanię.
No po prostu nie wytrzymam.
Obróciłem się, poczekałem, aż ta okropna sroczyca podleci bliżej, a gdy przysiadła na gałązce nieopodal przez chwilę pozwoliłem jej jeszcze przez chwilę się śmiać, a potem...
A potem sroka dołączyła do żaby i wszystko umilkło.

wtorek, 11 czerwca 2013

Trzeci

Strząsnąłem intruza ze skrzydeł, no nie będzie mnie jakiś darmozjad traktował jak taksówkę! Wbił mi gryzoń jeden pazurki w więzadło, niech go szlag ewolucyjny trafi! Wiewiór niewiele sobie zrobił z moich klątw, machnął obelżywie ogonem na pożegnanie i umknął w głębię zieleni. Usłyszałem za to za sobą dobrze mi już znany szczekający śmiech.
"Całkiem zgrabnie poradziłeś sobie z wiewiórką. Ciekawe co byś zrobił, gdyby nagle jakiś gabarytowy zwierz zastąpił ci drogę, powiedzmy... dzik?".
Kłapnąłem tylko dziobem i chodu, jak najdalej od tej piekielnicy.

wtorek, 4 czerwca 2013

Pierwszy

Gdy podniosłem głowę, moją uwagę przykuła sroka siedząca na drzewie. Stanąłem przy oknie, otworzyłem je i powiedziałem do niej: "co tu robisz, nie znajdziesz tu żadnych błyskotek!". Ku mojemu najszczerszemu zdziwieniu sroka odpowiedziała:
"Człowieku, zajmij się swoim życiem. Umyka ci przez palce".
Zamknąłem okno, ale mimo do mych uszu dosięgnął głośny, szczekający śmiech sroki. Wyszedłem na dach i przybrałem postać bociana.