Zadowolony podniosłem się z błotnego cierpienia i już, już miałem znowu radośnie polecieć, kiedy z mojego gardła dobiegło głośne i wyraźne rechotanie.
Niemożliwe, pomyślałem.
No po prostu do bocianiej ladacznicy no nie.
Żaba w moim przełyku radośnie zaświergotała swoje trele, a sroka szczekała za mną jak pies myśliwski polujący na łanię.
No po prostu nie wytrzymam.
Obróciłem się, poczekałem, aż ta okropna sroczyca podleci bliżej, a gdy przysiadła na gałązce nieopodal przez chwilę pozwoliłem jej jeszcze przez chwilę się śmiać, a potem...
A potem sroka dołączyła do żaby i wszystko umilkło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz