piątek, 28 czerwca 2013

Siódmy

Właściwie w kuprze miałem to, czy ludzie mnie widzą jako samca ich gatunku, czy jako bociana.
Biegłem sobie i biegłem, podziwiając w myślach szczupłość moich nóg, podkreśloną wydatnie obcisłym materiałem legginsów (no homo) i pozwalałem myślom błądzić, a posiłkowi w żołądku zmieniać się w mikrosubstancje odżywcze.
Wyłączywszy myśli i uruchomiwszy trawienie, biegłem radośnie, a drzewa śpiewały o maturze i świeżo rozwiązanej aferze Kulczyklandu.
Nagle park pociemniał, natura zafalowała, a ja nie wiedzieć jakim cudem zostałem otoczony. Wiewiórki, gołębie, wróble, sroki, nawet ze dwa lisy dostrzegłem i pawia.
Głupi jesteś niezwykle, pomyślałem sobie. Pewnie przyszli po swoich przyjaciół.

sobota, 22 czerwca 2013

Szósty

Usatysfakcjonowany ostatecznym obrotem spraw, zachciałem wzbić się do lotu, i poderwałem już nogi, lecz bebzon przeciążony ściągnął mnie prosto w błocko - ofiary miały treściwsze niż ja kości. Wpadłszy raz w spiralę powodzenia, nie dałem błotu dłużej mnie moczyć i poczłapałem do domu przygotować się na walkę z tym namacalnym problemem.

Najpierw zaparzyłem herbaty na złagodzenie posiłku i odbudowanie harmonii. Xi Hu Lung Ching - moja ulubiona, westchnąłem ze spokojem mocząc dzióbek w czarce.

Po relaksie uwiązałem opaskę na łebku i wciągnąłem na siebie legginsy do joggingu. Nic mnie nie powstrzyma, kontrola nad życiem jest moja własna, jestem szczęśliwym bocianem!

Kłapiąc w głowie motta bociana sukcesu, wykonywałem rundkę po okolicznych alejach.

wtorek, 18 czerwca 2013

Piąty

Zadowolony podniosłem się z błotnego cierpienia i już, już miałem znowu radośnie polecieć, kiedy z mojego gardła dobiegło głośne i wyraźne rechotanie.
Niemożliwe, pomyślałem.
No po prostu do bocianiej ladacznicy no nie.
Żaba w moim przełyku radośnie zaświergotała swoje trele, a sroka szczekała za mną jak pies myśliwski polujący na łanię.
No po prostu nie wytrzymam.
Obróciłem się, poczekałem, aż ta okropna sroczyca podleci bliżej, a gdy przysiadła na gałązce nieopodal przez chwilę pozwoliłem jej jeszcze przez chwilę się śmiać, a potem...
A potem sroka dołączyła do żaby i wszystko umilkło.

piątek, 14 czerwca 2013

Czwarty

Biegłem ile sił, a tu powinęła mi się łapa i wyrżnąłem jak długi w błoto. Żaba wskoczyła mi na dziób i zatańczyła: "nawet żaba, twój obiad, cię wyrolowała, ha, ha, ha!". Cholera jasna, nie po to zamieniałem się w bociana, żeby było tak, jak było! Mateczko Przenajświętsza Zawsze Bocianico! Zachlipałem cicho nad swym losem i smarkając w piórka, postanowiłem go odmienić - potrzebowałem do tego lepszego manifestu, niż żałosne plaśnięcia przytupu w błoto. Na dobry początek... namierzyłem... kłap dziobem! I po żabie!

wtorek, 11 czerwca 2013

Trzeci

Strząsnąłem intruza ze skrzydeł, no nie będzie mnie jakiś darmozjad traktował jak taksówkę! Wbił mi gryzoń jeden pazurki w więzadło, niech go szlag ewolucyjny trafi! Wiewiór niewiele sobie zrobił z moich klątw, machnął obelżywie ogonem na pożegnanie i umknął w głębię zieleni. Usłyszałem za to za sobą dobrze mi już znany szczekający śmiech.
"Całkiem zgrabnie poradziłeś sobie z wiewiórką. Ciekawe co byś zrobił, gdyby nagle jakiś gabarytowy zwierz zastąpił ci drogę, powiedzmy... dzik?".
Kłapnąłem tylko dziobem i chodu, jak najdalej od tej piekielnicy.

piątek, 7 czerwca 2013

Drugi

Byłem pierwszym bocianem, jakiego widziałem w tym roku - moja dziobata gęba odbiła się w kałuży przed domem, gdy wychlilem szyjsko za krawędź dachu. Ciekawe... jest na to zabobon? Postanawiając rzecz sprawdzić (cel życiowy: inserted), rozpostarłem na próbę skrzydła. Chyba działają. No to siup! I nad las, ponad lasem!

Ała, wiewiór!